Żaden system edukacji nie jest doskonały. Każdemu zapewne można coś zarzucić. Ale chyba wszędzie na świecie od osoby, której nadano tytuł "NAUCZYCIELA" wymaga się czegoś co nazwałabym szeroko pojętą wiedzą ogólną. Ale czy na pewno wszędzie?
Był maj roku 2006, wiosna za oknem. Siedziałam przy stole i popijałam herbatkę. Obok mnie na podłodze klęczała Ruth, moja współlokatorka. Rodowita, 32 letnia Irlandka, art teacher czyli nauczycielka plastyki (tak się to nazywało za moich czasów a obecnie to nie wiem). Ruth tonęła w stercie ulotek i prospektów przedstawiających plany nowo powstających osiedli mieszkaniowych. Jako jedna z tysięcy Irlandczyków postanowiła wziąć kredyt i kupić sobie połówkę wymarzonego bliźniaka. Promienie słońca wpadały przez okno i oświetlały i tak już rozpromienioną szczęściem twarz Ruth. Nagle podniosła głowę i rzuciła w moją stronę pytanie:
- Maria, jak sądzisz, od której strony byłoby dobrze mieć ogródek?
- Ogródek? Myślę, że od południa... tak zdecydowanie od poludnia... i ja bym jeszcze chciała, żeby okna mojego salonu wychodziły na południe...
- Tak? A to niby dlaczego?
- No wiesz Ruth, południe to taka strona, która daje najwięcej światła... w pokoju od strony południowej jest słonecznie przez cały rok przez większą część dnia... w przeciwieństwie do pólnocy. Pokój z oknem na tą stronę swiata bedzie zawsze ciemny i niedoświetlony a przez to przygnębiający. Dlatego mój pokój dzienny, w którym będę spędzać większość popołudni po pracy i dni wolnych będzie koniecznie z widokiem na południe... tak więc ogródek też bym wolała mieć od strony południowej.
- Hmm tak? Hmm ciekawe... a skąd ty to wiesz Maria? Takie rzeczy?
- Yyyyyyy szkoła podstawowa? Lekcje geografii? Życie?
- Hmm tak... no dobrze... aha... a to powiedz mi jeszcze gdzie wschodzi slońce?
Gdybym akurat przełykała tą moją herbatkę to dziś chybaby mnie tu już nie było i nie pisałabym tego bloga. Nie udławiłam się jednak, natomiast zamarłam w milczeniu.
- Maria, slyszałaś? Pytałam gdzie wschodzi słońce?
Wciąż nie odpowiadałam, wciąż czekałam, aż ona się roześmieje i rzuci "żartowałam". To jednak nie nastąpiło.
- Na wschodzie Ruth, słońce wschodzi na wschodzie.
- Dzięki!
Próbowałam sobie brak tej wiedzy u niej jakoś usprawiedliwić. Wymyśliłam, że my Polacy to mamy łatwiej z tym słońcem, bo wschodzi na wschodzie, a zachodzi na zachodzie. Pochodzenie tych wyrazów od siebie ułatwia nam całą sprawę. Taka anglojęzyczna Ruth ma już trudniej gdyż słońce nie eastuje na eaście i nie westuje na weście. Ona faktycznie musi zapamiętać gdzie to nieszczęsne słońce wschodzi i zachodzi, nie może sobie tego skojarzyć.
Ale czy nauczycielka jakiegokolwiek przedmiotu nie powinna posiadać takiej właśnie szeroko pojętej wiedzy ogólnej? A co było gdyby jakiś uczeń zadał jej to pytanie na lekcji? Kazałaby mu to "wyguglać" na zadanie domowe? Czy strzelałaby wiedząc, że ma 25% szans na trafienie??? Zakładając, że wie iż są cztery strony świata i zna podstawy obliczania procentów...