Kategorie: Wszystkie | Pół żartem, pół serio | Turystycznie
RSS
sobota, 03 września 2011
I to by było na tyle...
Tak się złożyło, że zaledwie kilka tygodni po tym jak zaczęłam pisać tego bloga (ten blog?) postanowiłam wrócić do domu... do Polski... i wróciłam... wszytskim dziękuję za komentarze i serdecznie pozdrawiam wszytskich, którzy mnie czytywali... być może jak najdzie mnie znów wena twórcza założę nowy blog (nowego bloga?) i włączę do niego część z tego co tutaj stworzyłam...
00:24, irlandiamoja , Turystycznie
Link Komentarze (2) »
czwartek, 05 maja 2011
Najpiękniejszy dzień w roku

Każdy rok ma swój najpiękniejszy dzień... ten dzień był tutaj w ostatni wtorek... Poszlam na plaże a ocean mienił się takimi odcieniami granatu i seledynu, że nie moglam oderwać oczu od linii horyzontu... tak właściwie wyszłam z domu z zamiarem zrobienia zdjęć do kolejnego tematu jaki chciałam opisać... ale temat nie zając... póki co podzielę się z Wami najpiękniejszym dniem tego roku na plaży w Ballyliffin, Co Donegal :)

piątek, 22 kwietnia 2011
Plaża, dzika plaża...

Kiedy opowiadam znajomym, że mieszkam nad oceanem a z okna salonu mam widok na zatokę, niemal słyszę ich myśli "szczęściara"... Tak naprawdę to brzmi to bardziej sielankowo niż jest w rzeczywistości. Klimat Irlandii jest daleki od śródziemnomorskiego. Przez większość dni w roku pada deszcz i wieje wiatr. Latem temperatura waha się pomiędzy 14-20 stopni, a te 20 stopni to już upał. Temperatura wody? Nawet nie wiem jaka jest... lodowata... zawsze... przez caly rok na okrągło... Tak więc niestety mieszkanie w nadmorskiej wiosce, nigdy nie będzie mi się kojarzyło z wylegiwaniem się na plaży i pluskaniem się we wodzie. Szkoda, bo gdyby nie ten surowy klimat, przebywanie tutaj mogłoby być choć odrobinę przyjemniejsze. A tak, nie da się tej Irlandii lubić ani za dobre jedzenie ani za piękną pogodę czy uroki plażowania. Plaża to zatem miejsce gdzie chodzę na spacery, wdycham jod i rozmyślam... aha no i robię zdjęcia :) Poniżej kilka zdjęć plaż położonych na półwyspie Inishowen, hen daleko na pólnocy, w Donegalu oczywiście :) Największym atutem tych plaż poza ich "urodą" jest dla mnie brak ludzi. Bardzo często jestem jedyną osobą na spacerze... nie ma tlumów, nie ma zgiełku, nie ma śmieci... plaża, dzika plaża... tak to chyba tutaj ;)

czwartek, 21 kwietnia 2011
Gdzie wschodzi słońce, czyli edukacja po irlandzku

Żaden system edukacji nie jest doskonały. Każdemu zapewne można coś zarzucić. Ale chyba wszędzie na świecie od osoby, której nadano tytuł "NAUCZYCIELA" wymaga się czegoś co nazwałabym szeroko pojętą wiedzą ogólną. Ale czy na pewno wszędzie?

Był maj roku 2006, wiosna za oknem. Siedziałam przy stole i popijałam herbatkę. Obok mnie na podłodze klęczała Ruth, moja współlokatorka. Rodowita, 32 letnia Irlandka, art teacher czyli nauczycielka plastyki (tak się to nazywało za moich czasów a obecnie to nie wiem). Ruth tonęła w stercie ulotek i prospektów przedstawiających plany nowo powstających osiedli mieszkaniowych. Jako jedna z tysięcy Irlandczyków postanowiła wziąć kredyt i kupić sobie połówkę wymarzonego bliźniaka. Promienie słońca wpadały przez okno i oświetlały i tak już rozpromienioną szczęściem twarz Ruth. Nagle podniosła głowę i rzuciła w moją stronę pytanie:

- Maria, jak sądzisz, od której strony byłoby dobrze mieć ogródek?

- Ogródek? Myślę, że od południa... tak zdecydowanie od poludnia... i ja bym jeszcze chciała, żeby okna mojego salonu wychodziły na południe...

- Tak? A to niby dlaczego?

- No wiesz Ruth, południe to taka strona, która daje najwięcej światła... w pokoju od strony południowej jest słonecznie przez cały rok przez większą część dnia... w przeciwieństwie do pólnocy. Pokój z oknem na tą stronę swiata bedzie zawsze ciemny i niedoświetlony a przez to przygnębiający. Dlatego mój pokój dzienny, w którym będę spędzać większość popołudni po pracy i dni wolnych będzie koniecznie z widokiem na południe... tak więc ogródek też bym wolała mieć od strony południowej.

- Hmm tak? Hmm ciekawe... a skąd ty to wiesz Maria? Takie rzeczy?

- Yyyyyyy szkoła podstawowa? Lekcje geografii? Życie?

- Hmm tak... no dobrze... aha... a to powiedz mi jeszcze gdzie wschodzi slońce?

Gdybym akurat przełykała tą moją herbatkę to dziś chybaby mnie tu już nie było i nie pisałabym tego bloga. Nie udławiłam się jednak, natomiast zamarłam w milczeniu.

- Maria, slyszałaś? Pytałam gdzie wschodzi słońce?

Wciąż nie odpowiadałam, wciąż czekałam, aż ona się roześmieje i rzuci "żartowałam". To jednak nie nastąpiło.

- Na wschodzie Ruth, słońce wschodzi na wschodzie.

- Dzięki!

Próbowałam sobie brak tej wiedzy u niej jakoś usprawiedliwić. Wymyśliłam, że my Polacy to mamy łatwiej z tym słońcem, bo wschodzi na wschodzie, a zachodzi na zachodzie. Pochodzenie tych wyrazów od siebie ułatwia nam całą sprawę. Taka anglojęzyczna Ruth ma już trudniej gdyż słońce nie eastuje na eaście i nie westuje na weście. Ona faktycznie musi zapamiętać gdzie to nieszczęsne słońce wschodzi i zachodzi, nie może sobie tego skojarzyć.

Ale czy nauczycielka jakiegokolwiek przedmiotu nie powinna posiadać takiej właśnie szeroko pojętej wiedzy ogólnej? A co było gdyby jakiś uczeń zadał jej to pytanie na lekcji? Kazałaby mu to "wyguglać" na zadanie domowe? Czy strzelałaby wiedząc, że ma 25% szans na trafienie??? Zakładając, że wie iż są cztery strony świata i zna podstawy obliczania procentów...

środa, 20 kwietnia 2011
Donegal

Według informacji podanych na stronie "Wikipedii", od konca XVI wieku Irlandia była tradycyjnie dzielona na 4 historyczne prowincje. Te 4 prowincje były z kolei podzielone na 32 hrabstwa. Po podziale Irlandii w 1921 roku, 26 hrabstw zostało włączonych do Republiki Irlandii, natomiast 6 hrabstw pozostało w granicach Irlandii Północnej.

Jednym z tych 26 hrabstw jest Donegal, leżący na północnym zachodzie Irlandii. To drugie co do wielkości hrabstwo, posiada ponad 300 km klifowych wybrzeży, bogatych w półwyspy, przylądki, cyple i malownicze zatoczki.

Ponieważ Donegal jest miejscem gdzie mieszkam i pracuję od 5 lat, postanowiłam, że to właśnie od tego hrabstwa rozpocznę ukazywanie piękna tego kraju. Część tego bloga zamieszczona w kategorii "Pół żartem, pół serio" jest moja krytyką tego kraju, jest moim "wyrzuceniem" z siebie tego wszystkiego co mnie tutaj drażni i denerwuje, tego z czym borykam się tutaj na codzień i tego co sprawia, że pomimo spędzonych tu 5 lat nie czuję się tu dobrze i wiem, że nie jest to moje miejsce. Ale jeśli nawet czasem nienawidzę tego miejsca to umiem dostrzec jego piękno. Nie jest to takie piękno, które urzeka od pierwszego wejrzenia jak na przykład Lazurowe Wybrzeże we Francji. Jest to piękno surowe, piękno, które czasem trzeba umieć dostrzec. Piękno, które czasem widać tylko kilka dni w roku, kiedy akurat nie pada deszcz ;))

Jeśli ktoś zbłądzi w ten odległy zakątek wyspy powinien koniecznie udać się w miejsce zwane Slieve League. Klify Slieve League są drugimi co do wysokości klifami w Europie. Miejsce to, jest moim zdaniem jednym z najpiękniejszych w Irlandii. Jest to równocześnie miejsce mało znane i niezbyt uczęszczane przez turystów. Zapewne ma na to wpływ usytuowanie tego wybrzeża klifowego. Slieve League nie jest położone w pobliżu żadnego dużego miasta ani przy żadnej głównej drodze. Najbardziej znanym miejscem oddalonym około 25km jest mały port rybacki Killybegs. Stamtąd ostatnie kilometry wiodą nas przez wąskie, kręte lokalne drogi. Miejsce to, jest jednak warte tego zachodu a nawet ryzyka, które podejmuje się na ostatnich kilometrach. Slieve League to cud natury i  nie można go nie zobaczyć będąc w okolicy.

 
1 , 2